Boliwiana - Pisiga
Kolejny dzień i śniadanko o 6:30. Czujemy się różnie. Panowie nieco lepiej, a ja obudziłam się jak na ostrym kacu. Boli głowa i wszystkie kości. Pić się chce. Taki mix kaca z grypą, a dodam, że nic nie piłam 😉 Ibuprom jednak znowu załatwił sprawę i ruszyliśmy w trasę do miejscowości Pisiga ostatniej wsi przed granicą z Chile. Ma się tam odbyć zjazd młodzieży i związane z tym uroczystości. Więc w drogę... Lamy, wikunie, owce i alpaki spacerują w okolicach wiosek. Widoki dla nas nietypowe. Wikunie (powyżej) to taki mix sarny z lamą. Poruszają się z taką gracją, że mówi się na nie "księżniczki". Faktycznie są niesamowicie dystyngowane. Dotarliśmy do Pisigi. Samo miasteczko (a raczej wioska) są senne i nic się w nich nie dzieje. Jedyną atrakcją jest tu przejście graniczne z Chile i oczywiście piękne widoki. Po co wieszać reklamę kiedy można ją namalować. Tak dzieje się najczęściej z reklamami sieci telefonicznych i plak...
Kiepsko widac, e tam nie podobaja mi sie te pozdrowienia:):) żartuje, super!!!!:) bardzo bardzo milo mi sie zrobilo !!:). a domki na plazy... hmmm:) tam moglabym zostac na zawsze!!:)
OdpowiedzUsuńMimo iż mój poprzedni komentarz znikł w niewyjasnionych dotąd okolicznosciach nad czym bardzo ubolewam -pragne ponownie podziekowac !!! ale eksta normalnie jakbyśmy przez chwile (dopóki nas fala jaka nie zmyła) były tam z Wami ;-)
OdpowiedzUsuńthx thx thx
a domki -cudo ;-)
:)))))))))
OdpowiedzUsuńOwca wracaj i cho na piwo ;-)
Krysia
Wracam, wracam... W nd bede juz w domciu. Wpadajcie do mnie!!! mam dla Was najbardziej pstrokate w Indiach blansoletki ;)
OdpowiedzUsuń