Posty

Pakse, nowy towarzysz podróży - 28 listopada

Obraz
Dziś dotarła do mnie koleżanka, z która byłam dawno temu na Borneo. O tym, że myśli poważnie o przyłączeniu dowiedziałam się cztery dnie przed jej przylotem, dwa dni przed kupiła bilet.   Cały dzień spędziłyśmy wiec w Pakse na spacerach i odpoczynku. Nic wielkiego się nie działo.   Kilka zdjęć z miasta.   O poranku (ok 6) mnisi przechadzają się ulicami i zbierają od mieszkańców miasta jedzenie.   Mekong.  

Pakse, dzień odpoczynku i inne ważne przemyślenia w podróży - 27 listopada

Obraz
Dziś Michał o 8 rano złapał busa i pojechał w stronę Kambodży. Ja zostałam w Pakse. Prawdę mówiąc potrzeba mi dnia samotności po przedwczorajszym kryzysie.Wstałam, ogarnęłam się trochę ;) każda kobieta, nawet na końcu świata, w podróży długiej i krótkiej potrzebuje chwili na małe domowe/hostelowe "SPA" - Wiecie dziewczyny co mam na myśli. Zrobiłam tez porządek w plecaku. Następnie udałam się w stronę Kościoła. W Pakse jest Kościół Katolicki. Weszłam do środka i... poczułam się jak w domu. To niesamowite. Po miesiącu podróży i tułaczki wejść do siebie i poczuć dom... wszystkimi zmysłami. Zrobiłam kilka fot. Zwróćcie uwagę na scenę ostatniej wieczerzy (tak sądzę) i twarze apostołów.   Potem śniadanie i drzemka. Kolacja, uzupełnianie bloga, pogaduchy ze znajomymi z Polski i spać. Tego mi było trzeba. To półmetek mojej podróży. Wiele się dzieje. Podróżowałam sama, we dwójkę, trójkę. Czuje małe zmęczenie zwłaszcza, że mój brzuch ciągle odmawia mi współpracy. ...

Pakse i Bolaven Plateau - 26 listopada

Obraz
Takim oto busem dotarliśmy do Pakse. Było kiepsko. Zimnica i do tego dzielone łóżka. Laotańskie drogi też  zostawiają wiele do życzenia więc wytrzęsło mnie mocno.   Znaleźliśmy hotel (60 000 kip za pokoj/noc) godzinna drzemki i w drogę. Do Pakse jedzie się aby zobaczyć płaskowyż na którym uprawia się w Laosie kawę. Projekt "Bolaven Plateau Coffe Producer Cooperative"(CPS) ruszył w 2007 roku przy pomocy rządu i Francuskiej Agencji Rozwoju. Celem projektu było zrzeszenie małych producentów kawy czyli lokalne wioski i  domostwa.  Dziś w projekcie uczestniczy 1 855 domowych plantacji i 55 wiosek i uprawa  jest głównym źródłem dochodu ludności. W 2012 roku region eksportował 603 tony kawy i jak możemy przeczytać w wielu ulotkach bardzo dobrej jakości i w atrakcyjnej cenie.  Liczyłam, że podobnie jak na Sri Lace będę mogła wejść do fabryki i poznać cały proces suszenia itd. Niestety nie udało się. Za to przyjechaliśmy z Michałem ok 100 k...

Vientian - 25 listopada

Obraz
Średnia noc w dormie i ciężki poranek. Ogarnęłam się rano i spojrzałam pierwszy raz od dawna w wielkie lustro... dramat. Wyglądam koszmarnie... Niestety, problemy z brzuchem i dni kiedy nie mogłam nic jeść odbijaja sie na mnie. Schudłam i wygladam na przemęczoną. Jest kryzys!!! Sytuacje uratował spacer po mieście z nową znajomą Emili.  Akurat 25listopada w Vientian odbywa się festiwal That Luang. Pojechaliśmy go zobaczyć. W trakcie jego obchodów odbywają się w uroczystości w Wat Si Muang i Pha That Luang. Kobiety ubrane były w tradycyjne stroje i przyznam, że bardzo mi się podobały ;) Mekong. W Vientianie jest granicą z Tajlandia. lepiej nie podchodzić. Dzięki Aga za foty... Wieczorem kolejny bus do Paske, jedyne 10h. Potrzebuje odpoczynku.

z Vang Vieng do Vientian - 24 listopada

Dziś rozstaliśmy się z Asia. Jej urlop się kończy i musi wracać powoli w stronę Bangkoku. Ja z Michałem złapaliśmy bus do stolicy Laosu, Vientian. Hostel, w którym się zatrzymaliśmy okazał się być wielka imprezownią. Przyznam, ze mam już dość patrzenia na pijana młodzież, wytatuowaną od stóp do głów z fajkiem w ręce. Młodość ma swoje prawa ale gdzie są ich rodzice. Ja nie mowie o dwudziestoparolatkach tylko nastolatkach! może rodzice zasuwają w korpo w pogoni za kasa żeby dzieci mogły pic w Azji? klimat tego miejsca mi się nie podoba... obsługa niemiła traktuje Cię jak petenta i gówniarstwo z Europy drące się pól nocy...  czasami zastanawiam się nad tym jak bardzo ludziom poprzewracało się w dupach od dobrobytu europejskiego i jak wszystko stoi na głowie...   koniec posta! A polecam serdecznie w Vientian Orange Backpacker Hostel na SiHorm Road!!! ciszej, tanio (dorm 40 000) i śniadanie w cenie.

Vang Vieng i spływ na oponach - 23 listopada

Obraz
Miejscowość słynie ze spływów na wielkich oponach... nasłuchałam się o tym i koniecznie chciałam spróbować. Atrakcja mocno przereklamowana niestety i gdyby nie piękne widoki to żałowałabym wydanych pieniędzy. Ja liczyłam na dreszczyk emocji, rwący potok a tu nuda... Jedyna "atrakcja" to bary, które dudnią muzyką i zapraszają na picie... po drodze mija się kilka i pracujący tam ludzie namawiają do wstąpienia. My weszliśmy do jednego ale z ciekawości. Zastaliśmy tam grupę pijanych chyba chińczyków czy koreańczyków którzy darli swe buzie na całą okolice. Miasteczko też średnio ciekawe. Młodzież siedzi w barach, pije i ogląda serial Frendsów. Vang Vieng słynie z tego, a szkoda bo okolica jest bajeczna i ma wiele do zaoferowania. Spacerujące po ulicach małoletnie prostytutki też nie dodają uroku. Ale jest popyt, jest podaż.   Dla podkręcenia atmosfery dodam, że dwa dni przed naszym spływem wyciągnęli z rzeki ciało turystki, najpodobniej popiła w barach za bardzo, a dzień p...